Urugwaj pozostał w mojej pamięci jako kraj yerba mate, gauchos, mięsnych uczt zwanych tu asado i przemiłych ludzi. Mimo swojej niedużej powierzchni Urugwaj to też wiele pięknych miejsc: widowiskowe wybrzeże, zielone wzgórza i kolonialne miasteczka. Jeśli jednak ogranicza nas czas to esencję tego kraju z pewnością poznamy w jego stolicy. Montevideo mnie zachwyciło różnorodnością, piękną promenadą (La Rambla) i niezwykle przyjemną atmosferą. Spacerowicze popijający yerba mate z nieodzownymi termosami, weekendowy zapach asado, gościnność mieszkańców i idealny latynosko-europejski miszmasz.
Do klimatu Montevideo, do jego zapachów i widoków mogłam wrócić teraz dzięki książce Kingi Eysturland „Miasto, które smakuje yerba mate. Reportaż z Montevideo”. Książka to po części całkiem dokładny przewodnik po mieście, po części relacja z życia w stolicy, pełna wywiadów z jej mieszkańcami. Zgłębimy uliczki starszej i nowej części miasta, przejdziemy się La Ramblą i zaciekawimy się architekturą miasta. Poznamy historie Polaków i innych obcokrajowców, którzy osiedlili się w Montevideo, jak i rodowitych Urugwajczyków. Zadziwi nas też niezwykła historia największego fana urugwajskiej drużyny (który z Urugwaju nie jest… ale więcej zdradzać nie będę ;)).

Ja jeżdżąc po Urugwaju zostałam tam zdecydowanie dłużej niż planowałam. Prawie każde kolejne miejsce mnie wciągało i nie pozwalało mi wyjechać zbyt szybko. Nie tyle z powodu jakiś szczególnych atrakcji, co z powodu miejscowych i ich otwartości. I o tym mogłam sobie przypomnieć czytając tą książkę :).
Więcej o Urugwaju:
