Trujillo i Huanchaco, czyli ruiny, piramidy i surferzy

Trujillo, Chan Chan
Ruiny Chan Chan

Region La Libertad położony jest w północnej części Peru, jakieś 8-10 godzin drogi od Limy. Słynie z pozostałości prekolumbijskich oraz plaż z dobrymi warunkami do uprawiania surfingu. Wśród turystów jest dość popularny, choć nie aż tak jak południe kraju. Bez względu na to, czy interesuje nas architektura, archeologia, czy relaks nad oceanem, z pewnością znajdziemy tu coś dla siebie.

  • Trujillo

Trujillo, Plaza de Armas

Stolica regionu i trzecie największe miasto Peru, w porównaniu z chaotyczną i ogromną Limą robi wrażenie dość spokojnego, niedużego miasteczka. Mimo też wcześniej zasłyszanych opinii co do wątpliwych kwestii bezpieczeństwa, wydało mi się o wiele bezpieczniejsze od stolicy kraju. Tutejszy Plaza de Armas jest jednym z ładniejszych i bardziej uporządkowanych w Peru. Uliczki starówki ze swoimi kolonialnymi budynkami zachęcają do spacerów, a lokalny targ, ze swoimi egzotycznymi owocami, do zakupów.

I najważniejsze: Trujillo nazywane jest miastem wiecznej wiosny, z podobno najlepszym klimatem w tym kraju, co oznacza, że przez cały rok możemy cieszyć się tu dobrą pogodą.

  • Świątynie Słońca i Księżyca
Taki nietypowy kształt ma Piramida Słońca
Taki nietypowy kształt ma Piramida Słońca

W okolicy Trujillo rozwijały się jedne z najciekawszych i najstarszych kultur na obszarze Peru – Moche i Chimu. Po pierwszej z nich, urzędującej tu na początku naszej ery zostały dwie spore świątynie-piramidy: Słońca i Księżyca (Huacas del Sol i de la Luna), które jednak nie do końca przypominają kształtem znane mi piramidy ;).

W Piramidzie Księżyca
W Piramidzie Księżyca

Na pierwszą z nich można było jeszcze jakiś czas temu wchodzić, teraz niestety w związku z przeprowadzanymi pracami możemy zobaczyć ją tylko z zewnątrz. Do drugiej z nich możemy wejść i podziwiać malowidła na ścianach i inne preinkaskie pozostałości (w cenę biletu wliczone jest zwiedzanie z przewodnikiem, który dość interesująco opowiadał o czasach Moche). A tutejsze muzeum, z dużą ilością ceramiki i innych ichniejszych wyrobów użytkowych i artystycznych jest jednym z ciekawszych muzeów archeologicznych w kraju.

  • Chan Chan

Chan Chan, Trujillo 2Najlepsze jednak jest z drugiej strony miasta, gdzie to rozwijała się kultura Chimu, która to nastąpiła po upadku Moche. Chimu czasy swoje świetności przeżywało od IX do XV wieku naszej ery, do czasu podbicia przez Inków. Ich stolica, czyli Chan Chan jest największym prekolumbijskim miastem na kontynencie (liczyło około 30 tys. mieszkańców). Z olbrzymiego obszaru położonego wśrod pustynnego krajobrazu do zwiedzania udostępniona jest tylko część (tzw. Palacio Nik-An), która i tak sama w sobie jest naprawdę duża. Mimo że dawnych artefaktów już za dużo nie zostało, kompleks ze wszystkimi swoimi placami, korytarzami, murami i spacer po tym istnym labiryncie robi spore wrażenie (nawet na tak mało ogarniętych w tematach historycznych osobach jak ja ;)).

Ważne: Mimo że w Trujillo sporo osób (zwłaszcza z lokalnych agencji) może przekonywać, że dotarcie samemu do Chan Chan jest bardzo problematyczne, nic podobnego. Wszystkie autobusy, które jadą do pobliskiego Huanchaco przejeżdżają obok drogi prowadzącej do kompleksu. Wystarczy wysiąść w tym miejscu i po 20-minutowym spacerku ową drogą dotrzemy na miejsce.

  • Huanchaco

Mimo tak wielu ciekawych pozostałości archeologicznych w okolicy, to własnie małe nadmorskie miasteczko Huanchaco, położone 15 km od Trujillo pozostaje najbardziej gringo miejscem w regionie.

Tradycyjne łodzie w Huanchaco
Tradycyjne łodzie w Huanchaco

Część turystów wręcz cały swój pobyt w La Libertad spędza tutaj, nie odwiedzając ani Trujillo, ani ruin. Muszę przyznać, że faktycznie „coś” w tym Huanchaco jednak jest. Bez względu na to, czy chcemy odpocząć po wcześniejszym intensywnym zwiedzaniu, czy poimprezować, czy posurfować – Huanchaco się nada idealnie.

Plaża sama w sobie może nie jest jakoś wybitnie piękna, ale ze znajdującymi się tu tradycyjnymi, słomianymi łódkami (jako że siada się na nich okrakiem, zwanymi caballitos, czyli koniki ;)) ma jednak sporo uroku. Mimo że w mieścinie dużo obcokrajowców i restauracji dla gringos, Huanchaco ma też swoją lokalną twarz, z targami i knajpkami dla miejscowych, a relaksacyjna atmosfera sprawia, że chce się tu zostać trochę dłużej :).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s