Wspominki z Rio

Widok na Rio de Janeiro z Głowy CukruWidziane ze szczytu Głowy Cukru (br. Pão de Açúcar) Rio de Janeiro jest bez wątpienia najpiękniejszym miastem na świecie – tak opisuje to miasto pewien popularny przewodnik. I tym razem wcale nie przesadza. Rio nie bez powodu określane jest Cidade Maravilhosa (Cudowne Miasto). Nie bez powodu też uważane jest za jedną z najważniejszych atrakcji Brazylii. W tym przypadku miliony turystów się nie mylą. Chociaż w Brazylii ciekawych miejsc jest co niemiara, drugiego takiego miasta nie znajdziemy. Ani w tym kraju, ani w żadnym innym.

Już po kilku godzinach spędzonych w Rio wiedziałam, że jestem w mieście, do którego będę często wracać. A zaczęło się od Couchsurfingu. Po raz pierwszy odwiedziłam to miasto 4 lata temu. Było to też moje pierwsze zetknięcie z Ameryką Południową. Po kilkunastogodzinnym locie z Europy wylądowałam w Rio w niedzielę wieczorem, 3 tygodnie przed słynnym karnawałem. Pierwszym, o co zapytał mnie i moją koleżankę nasz host (a może to było raczej stwierdzenie), było, czy idziemy na sambodrom oglądać przedkarnawałowe próby szkół samby. Już tego wieczoru udało nam się zobaczyć Rio prawdziwe – bez turystów, a wśród tłumu miejscowych śpiewających i tańczących na sambodromie. Lepszego przywitania z Brazylią, i z tym kontynentem, nie mogłam sobie wymarzyć. A kolejnego dnia było równie dobrze – impreza uliczna, na której miejscowi tańczą sambę na jakimś ukrytym placyku, gdzie same nigdy byśmy nie dotarły. Z każdym kolejnym pobytem w tym mieście Rio zaskakiwało mnie czymś nowym, nigdy nie pozwalając mi się nudzić i powodując, że nieustannie żałowałam, że to nie tu, a w szarym i przytłaczającym São Paulo mieszkałam podczas swojej brazylijskiej wymiany.

Także karnawał w Rio okazuje się nie być przereklamowany. Co prawda turystów jest więcej niż zwykle, ale i tak można trafić na imprezę, gdzie obcokrajowców się właściwie nie uświadczy. To, co większość zna z telewizji – czyli wielki sambodrom, gdzie prezentują się najlepsze szkoły samby (choć i ten ze swoimi wielkimi platformami robi wrażenie i wart jest odwiedzenia), to tylko część z tego, co się w tym czasie dzieje. Najlepsze czeka na ulicy. Uliczne imprezy, tak zwane blocos, odbywają się w każdej dzielnicy, a harmonogram jest tak bogaty, że można bawić się od rana od rana. Wszystkie blocos są niezwykle kolorowe (z uczestnikami zabawy przebranymi w najbardziej wymyślne stroje, poczynając od Smerfów i innych postaci z bajek, a kończąc na zakonnicach), przepełnione muzyką i radosne.

Chociaż Rio to nie tylko karnawał, to jest on pewnego rodzaju esencją tego miasta. Rio jest trochę jak karnawał  – szalone, roztańczone i spontaniczne, ale też pełne kontrastów. Fawele patrzą ze wzgórz na eleganckie apartamentowce przy Copacabanie. Na słynnej Ipanemie europejscy turyści wygrzewają swoje białe ciała koło wysportowanych, ciemnych sylwetek Brazylijczyków. Barwne parady mijają mało zachęcające zaułki, gdzie na chodnikach leżą bezdomni.

Rio, podobnie jak wiele innych brazylijskich miast, nie jest miejscem zbyt bezpiecznym. Co prawda podczas kilku moich pobytów w Rio osobiście nie miałam żadnej nieciekawej sytuacji, ale dobrze mieć świadomość, gdzie i kiedy możemy chodzić samotnie i przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa. Kradzieże i napady z bronią w ręku oraz sytuacje niczym z filmu „Miasto Boga” nie należą do rzadkości. Co więc właściwie jest tu takiego ciekawego? Dlaczego mimo wielu mało chlubnych obrazków, miasto to przyciąga jak magnes?

Może chodzi o znajdujące się tu plaże. Nie tylko te powszechnie znane, jak trochę przereklamowana Copacabana i widowiskowa Ipanema, ale też te mniej popularne wśród turystów, jak oddalona od centrum São Conrado czy urocza Praia Vermelha – z pewnością każdy znajdzie swoją ulubioną.

Może to jednak przyroda, którą w tym wielkim mieście zaskakująco łatwo odnaleźć. Egzotyczny Jardim Botânico, który ze swoimi sięgającymi nieba palmami, śmiało może uchodzić za jeden z ładniejszych ogrodów botanicznych na świecie czy rozległe, przypominające dżunglę tereny Parku Narodowego Tijuca dają wytchnienie od upałów metropolii.

A może to urokliwa zabudowa? Romantyczna dzielnica Santa Teresa i kolorowe uliczki centrum z najładniejszą Travessa do Comércio zachęcają do spacerów. Do tego barokowe kościoły i muzea z bogatą ekspozycją sztuki oraz jedna z głównych atrakcji – zdobione kolorowymi kafelkami schody Escadaria Selarón, wykonane przez chilijskiego artystę Jorge Selarona, jako hołd dla Brazylijczyków. Jeszcze niedawno, do czasu śmierci twórcy, można było go spotkać siedzącego na schodach, kończącego swoje dzieło.

A może chodzi jednak o te najpiękniejsze widoki na świecie? Czy to na szczycie Głowy Cukru, czy na górze Corcovado (słynącej z figury Chrystusa), czy na którejś z mniej turystycznych i trudniejszych do zdobycia gór, spoglądając na miasto usiane wzgórzami, pomiędzy które wcina się ocean ze swoimi rajskimi plażami, widoki zapierają dech w piersiach. I nikt nie ma wątpliwości, że znalazł się w najładniej położonym mieście na świecie.

Może to w końcu po prostu ludzie, którzy tworzą niezwykłą atmosferę miasta. Cariocas (mieszkańcy Rio), którzy jak nikt inny potrafią cieszyć się z życia, spotykając się w każdy weekend na głównym placu jednej z najciekawszych i najbardziej rozrywkowej dzielnicy miasta – Lapa, by tańczyć sambę, pić caipirinhe i bawiąc się tak jak tylko Brazylijczycy potrafią. Bo choć może nie są najlepiej zorganizowani (kierowca autobusu miejskiego, który nie potrafi odpowiedzieć, gdzie dokładnie jedzie autobus to tutejszy standard) i czasem trochę zbyt otwarci i męczący, to bije od nich zaraźliwy entuzjazm i radość życia.

Wszystkie elementy składowe miasta tworzą razem trochę chaotyczną, ale w swoich niedoskonałościach wciąż perfekcyjną całość. Cariocas mówią, że Bóg przez sześć dni tworzył świat, a siódmy przeznaczył na Rio. Po kilku pobytach w Rio nie mam wątpliwości, że coś w tym musi być. I mimo że zwykle nie lubię odwiedzać tych samych miejsc, wiem, że do tego najbardziej fascynującego miasta na świecie jeszcze chcę wrócić.

Reklamy

5 komentarzy do “Wspominki z Rio

  1. […] Mimo że wiedziałam już, że jest to dobra opcja na podróżowanie, to i tak znów przed moim pierwszym latynoskim „couchsurfingowaniem” strach się pojawił. Bo przecież to, co w Europie jest bezpieczne, w takiej Ameryce Południowej już takim być nie musi. Tymczasem mój pierwszy nocleg na południowym kontynencie okazał się jednym z lepszych doświadczeń, jakie można sobie wyobrazić. Była atmosfera karnawału jeszcze przed właściwym karnawałem, była samba na ulicy, była prawdziwa Brazylia (więcej w moim wpisie o Rio). […]

    Polubienie

  2. Wspaniałe wspomnienia, narobiłaś mi apetytu na Rio! Kierowcy autobusów, którzy nie wiedzą dokąd dokładnie jadą – padłam. Bóg przez sześć dni tworzył świat, a siódmy przeznaczył na Rio – przepięknie powiedziane. Mam też takie jedno ukochane, „najpiękniejsze” miasto, do którego zawsze chętnie wracam – Melbourne 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s