W amazońskiej metropolii

Iquitos, widok na BelenIquitos – największe miasto peruwiańskiej części Amazonii i jednocześnie największe miasto na świecie pozbawione drogi dojazdowej. Można dostać się tu jedynie statkiem albo samolotem. Podobno słynie jako miasto rozbójników. I miasto turystów. To tu przylatują podróżnicy, którzy chcą móc potem powiedzieć, że widzieli prawdziwą Amazonię.

Nas Iquitos przywitało samymi problemami… Dopłynęliśmy tu w środku nocy, postanowiliśmy więc zostać na statku, aż zrobi się nieco jaśniej i potencjalnie bezpieczniej. Powiedziano nam co prawda, że o godzinie 5 statek płynie na wyładunek do innego portu, gdzie pasażerowie nie mogą wysiadać, ale założyliśmy, że wysiądziemy parę minut Iquitos, Plaza Mayorwcześniej i nie będzie problemu… Problem jednak się pojawił – pierwszy raz w życiu Peruwiańczycy postanowili coś zrobić przed czasem i o 4.45, gdy byliśmy gotowi do wyjścia statek odpłynął do owego drugiego portu, a my przegapiliśmy możliwość wysiadki. W porcie wyładunkowym powiedziano nam, że jedyną opcją, jaką mamy, jest podpłynięcie łódeczką (oczywiście obok statku zjawiły się już łódeczki lokalnych przewoźników ;)) do innego portu obok. W końcu daliśmy się przekonać… co nie okazało się być ostatecznie najlepszym rozwiązaniem.

Dopłynęliśmy do jakiegoś zapyziałego, brudnego mini-portu, gdzie zadziała się mało dla nas przyjemna sytuacja. Przy bramie portowej nie wiadomo skąd zrobił się nagle tłumek ludzi, którzy zaczęli ją zamykać właśnie w momencie, gdy my chcieliśmy nią przejść. Zrobiło się małe zamieszanie… i chwilę później mój kolega zauważył, że nie ma portfela w kieszeni spodni. Szczęście w nieszczęściu, że większość pieniędzy oraz paszport miał w innym miejscu, ale zrobiło się zdecydowanie mało ciekawie.

Iquitos, moto-taxisW trochę zepsutych humorach pojechaliśmy do centrum, gdzie znaleźliśmy hipisowski hostel (jedynie 10 soli za nocleg) – nie do końca czysty, ale z całkiem przyjemną atmosferą.

Jako że wszystko (droga do Pucallpy, czekanie na rejs i rejs) nam się strasznie przedłużyło, w Iquitos niestety mieliśmy ograniczone zasoby czasowe i tym razem nie miałam czasu na żadne wypady do dżungli, a jedynie na zobaczenie miasta i jego najbliższych okolic.

Casa de Fierro
Casa de Fierro

Iquitos to kolejne po Pucallpie miasto moto-taxis, które są tu absolutnie wszędzie (co nie jest dziwne, bo przetransportowanie tu normalnego samochodu byłoby dużo trudniejsze). W odróżnieniu od Pucallpy jest tu jednak duuużo więcej naganiaczy i naciągaczy, oferujących wycieczki, miejsca w hostelach itp. (co, zważając na dużo większą liczbę turystów, także nie powinno dziwić). Miasto nie robi wrażenia najpiękniejszego na świecie, ale ma niezgorszą nadrzeczną promenadę z budynkami pamiętającymi czasy świetności miasta z okresu boomu kauczukowego. Tutejszy Plaza de Armas ze swoją katedrą prezentuje się też całkiem godnie. To na nim znajduje się również dość niepozorny Casa de Fierro (Budynek z  żelaza) zaprojektowany przez samego Gustave’a Eiffla (taak, tego od słynnej paryskiej wieży).

Iquitos, Belen 4
Typowa zabudowa Belen

Główną atrakcją miasta jest dość uboga dzielnica Belen, gdzie można doświadczyć prawdziwego życia miasta oraz przekonać się, w jakich warunkach mieszka spora część miejscowych. Dużą część ulic zajmują targi, na których można kupić prawie wszystko – owoce, warzywa, przyprawy, afrodyzjaki, medykamenty na wszelkie możliwe dolegliwości, płyty, sprzęt domowy iIquitos, Belen 7 inne gadżety. Belen nie ma opinii miejsca zbyt bezpiecznego – ludzi jest bardzo dużo, trzeba więc szczególnie uważać na kieszonkowców. Uważając jednak bardziej niż zwykle, możemy spokojnie przejść sporą część dzielnicy samemu (nie korzystając z nagabujących turystów lokalnych przewodników).

Iquitos, Belen 3
A na tych platformach na wodzie są ichniejsze łazienki 😉

Najciekawsze znajduje się w jej dolnej części, przy rzece. To tu są drewniane domy na palach oraz tzw. „pływające domy”, które unoszą się swobodnie na rzece (dostosowując się do jej zmieniających się poziomów). Szczególnie interesujące są też kible na wodzie, które posiada tu spora część domostw. Tę część dzielnicy najlepiej oglądać z perspektywy wody, warto więc udać się w mały rejs łódeczką przez dzielnicę.

Najlepsze jednak kryje się poza miastem. Na wyprawy do dżungli czasu nie było, ale postanowiliśmy za to zwiedzić bliższe okolice. Udaliśmy się doIquitos, mariposario położonego na północ od miasta portu, skąd wypływają łódki do Padre Cocha – przyjemnej wsi po drugiej stronie rzeki, gdzie znajduje się też „motylarium”. Mieliśmy też oglądać tam inne zwierzęta, ale okazało się, że już ich nie ma ;). Pozostało nam zatem poznawanie życia amazońskich motyli oraz ich larw (które można sobie potrzymać nawet na rękach).

Obeszliśmy też Padre Cocha oraz za namową miejscowych udaliśmy się do mieszkającej obok „społeczności natywnej”. Spacer przez zielone przestrzenie do wioski był całkiem przyjemny, wioska na początku też wydawała się ciekawa… do czasu aż jakiś pan na nasz widok nie postanowił przebrać się ze spodenek w trzcinową spódnicę. Za nim zjawili się też inni przebierańcy, w tym panie w strojach topless. Zaproponowano nam bardzo „autentyczny” pokaz ich kultury – za jedyne 20 soli za osobę! Ostatecznie zgodziliśmy się pooglądać ich przebieranki za połowę tej ceny… i było to doświadczenie co najmniej osobliwe.

Najpierw zaczęli tańczyć jakiś dziwny taniec, wciągając i nas do jego wykonania. Potem było strzelanie z jakiejś dmuchawki do drewnianej papugi.  A po tym wszystkim kobiety z wioski rzuciły się na nas ze swoimi Iquitos, comunidad indigena 5rękodziełem (bransoletki, wisiorki i inne duperele). Byliśmy jednak twardzi i udało nam się wydostać z ich szponów. Wszystko więc fajnie fajnie, ale trochę za dużo komerchy się zrobiło dookoła ;).

Iquitos, suri (larwy) (2)

Plus wyprawy do Padre Cocha jest też taki, że łódki wypływają z bardzo ciekawego portu na północy miasta – Bellavista-Nanay. Turystów tu prawie w ogóle nie ma, za to są pyszne, wielkie, grillowane na miejscu ryby oraz… robaki! Tak tak, je się tutaj białe, grube i dobrze wypieczone larwy na patyku (zwane „suri”) ;). I… o dziwo są one zadziwiająco smaczne.

Ostatnie chwile w Iquitos wykorzystałam na odwiedzenie miejscowości i laguny Quistococha, położonej około 15 kilometrów na południe od Iquitos. Tam też poza zobaczeniem laguny, chcieliśmy odwiedzić zoo-rezerwat z amazońskimi zwierzakami, ale… oczywiście znowu akurat był jakiś strajk! I ani do laguny, ani do rezerwatu nie dało rady się dostać.

Manaty!
Manaty!

Na szczęście obok było jeszcze centrum ratowania manatów (czyli taki szpital, gdzie trafiają ranne zwierzątka znalezione w Amazonii). Mogliśmy więc przynajmniej pooglądać jakieś małpki, żółwie i pogłaskać manaty (tę atrakcję bardzo polecam, bo fajne to zwierzaki!).

Do Iquitos planuję jeszcze wrócić, żeby móc na spokojnie poszukać dobrego przewodnika i udać się na wyprawę w dżunglę. Mam nadzieję, że już niedługo się uda :).

Reklamy

7 komentarzy do “W amazońskiej metropolii

  1. […] W latynoskich krajach szczególnie powinniśmy uważać na wszystkie spodziewane i niespodziewane tłumy, które nas otaczają. Gdy nagle pojawia się tłum, którego wcześniej nie było, powinniśmy mieć świadomość, że najpewniej coś się święci. A jeśli jeszcze na dodatek ktoś nas czymś obrzuca w tym momencie to już w ogóle (historie kradzieży w nagłych tłumach znajdziecie tu i tu). […]

    Lubię to

  2. Aby zobaczyć i poczuć Amazonie trzeba wyjechać poza Iquitos, choc dzień drogi barką… Polecam Pevas y Ampiyacu … jesli ktoś chce zobaczyc prawdziwą indiańską wioskę, anjbliższa Pucaurquillo, ale lepiej się zapuścić do Brillo Nuevo 🙂 Poecam. Saludos!

    Lubię to

  3. … ale samemu, tak bez przygotowania dot. znajomości specyfiki miejsca to nie radzę się udawać. Warto znać pewne zwyczaje np. wpłynięcia na Ampiyacu itd. Nie będa oczywiście strzelać z łuku, ale zachowają „dystans”. Na Ampiyacu są punkty kontrolne i trzeba się „odprawić” i powiedzieć o celu wizyty. No takei tam drobiazgi…:0

    Lubię to

    • Dzięki za rekomendacje 🙂 Może kolejnym razem. W peruwiańskiej części Amazonii niestety nie udało mi się zobaczyć wszystkiego, co chciałam. Ale za to swoje marzenie o mieszkaniu przez chwilę w małej społeczności indiańskiej udało mi się spełnić w Ekwadorze. I wiem, że do Amazonii jeszcze wrócę 🙂

      Lubię to

  4. […] Wieczorem czwartego dnia podróży nasza Ukajali łączy się z Marañón, a my w końcu jesteśmy na właściwych wodach Amazonki. Niestety jako że zaczynało się już robić ciemno nie było widać różnych kolorów wody z obu zbiegających się rzek. Nie dało się natomiast nie zauważyć, że rzeka momentalnie zrobiła się dwa razy szersza. Byliśmy na prawdziwej Amazonce… a tym samym coraz bliżej Iquitos. W ciemności zaczęła wyłaniać się łuna odległego o 80 km miasta. Wiedzieliśmy już, że prawdopodobnie jeszcze tej samej nocy mamy szansę dopłynąć do celu. I faktycznie – o drugiej w nocy byliśmy na miejscu… Ale o tym, co działo się w Iquitos, to już w oddzielnym wpisie. […]

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s